Abp Józef Michalik- POSŁUSZEŃSTWO DUCHOWI ŚWIĘTEMU – POSŁUSZEŃSTWO KOŚCIOŁOWI

0

Abp Józef Michalik

II Podkarpackie Forum Charyzmatyczne w Krośnie

3 – 4 listopada 2012

 

POSŁUSZEŃSTWO DUCHOWI ŚWIĘTEMU – POSŁUSZEŃSTWO KOŚCIOŁOWI

 

Najpierw chciałbym serdecznie podziękować za zorganizowanie tego Kongresu, jako czasu modlitwy. Jest bardzo ważne, żebyśmy w trosce o relację z Panem Bogiem umieli zachować wrażliwość na wydarzenia naszego czasu, żebyśmy próbowali znaleźć odpowiedź wiary na te dzisiejsze wyzwania i znaki czasu.

Na ostatnim Synodzie poświęconym nowej ewangelizacji, w którym brało udział 263 biskupów (i frekwencja była bardzo wysoka – 258 biskupów), zbudowaniem było to, że w czasie rytmu pracy wszyscy byli posłuszni dyscyplinie Kościoła, to jest pewien znak, świadectwo posłuszeństwa także zewnętrznego. Spotkania i wypowiedzi były niekiedy męczące, ale bardzo ciekawe, pasjonujące. Program był wypełniony od rana do wieczora – do 19.00, nawet sobota nie była wolna. Głos biskupów z całego Kościoła odzwierciedlał to, czym Kościół dzisiaj żyje, a żyje niepokojem, bo widać wszędzie sekularyzację, atak na rodzinę, rosną problemy z utrzymaniem jedności małżeńskiej, widać nieuczciwość w relacjach ludzkich. Były i takie głosy, że rządzący w licznych państwach narzucają legislację, czyli prawodawstwo przeciwne prawom natury. Prawa uchwalane przez poszczególne parlamenty nie uwzględniają prawa Bożego, prawa natury, potem odbija się to w szkolnictwie i wychowaniu nowego pokolenia. Szkoła wtedy wychowuje przeciwko wartościom naturalnym. Trzeba sobie zdać sprawę z tego, że to jest problem przyszłości całego świata. To było uderzające doświadczenie. Biskupi z dalekiego wschodu, z Afryki Północnej czy Południowej i z Europy przeżywają te same problemy. Ale były też pewne przejawy nadziei. Na przykład kiedyś ciężkie prześladowania znosili chrześcijanie w Kambodży a dziś widoczny jest tam wielki rozkwit Kościoła. Podobnie w kilku innych krajach, ale z reguły powtarzał się refren, – co robić wśród współczesnych utrudnień wobec wiary.

Druga uwaga to ta, że na 263 biskupów, którzy przemawiali, na palcach jednej ręki można byłoby policzyć tych, którzy nie cytowali Jana Pawła II. Wszyscy odnoszą się z zaufaniem do jego nauczania. Widać, że ten człowiek nawiązał kontakt z całym światem. Miał coś światu do powiedzenia, był świadkiem i ludzie to uchwycili. W dzisiejszych czasach widzą, że odniesienie do jego nauki ma wartość. Odniesienie do jego nauki, do jego wpływu osobowościowego może przynieść wskazówki rozwiązań i być owocne. Może i w naszym życiu zastanawiamy się, czy nie pracujemy na próżno. Niekiedy pojawiają się pytania czy warto głosić Jezusa, przecież nie nawrócimy wszystkich. Ale nie do nas należy zbieranie owoców – do nas należy siać. Jan Paweł II siał do końca, zostawiał słowo, przykład, modlitwę, swoje cierpienia a dopiero teraz przychodzi czas zbierania owocu.

Pytałem biskupów, którzy byli na poprzednim synodzie tuż po śmierci Jana Pawła II, czy też tak często cytowano Papieża. Mówili, że owszem, był cytowany, ale nie tak często jak teraz. Niekiedy trzeba czasu, by ten owoc był bardziej dojrzały, żeby ziarno wrzucone w ziemię przynosiło owoc, dlatego potrzebna jest cierpliwość, modlitwa i łaska Ducha Świętego.

Chciałbym jeszcze zauważyć, że na Synodzie było dużo audytorów, czyli zaproszonych uczestników ekspertów z różnych dziedzin, doradców, gości – świadków, byli też przedstawiciele innych Kościołów chrześcijańskich niekatolickich. Zaproszeni goście mieli niekiedy dłuższe swoje wystąpienia, referaty. Na przykład prymas anglikański Williams mówił o roli II Soboru Watykańskiego dla ich Kościoła, o pozytywnym znaczeniu tego, co się dzieje w Kościele katolickim dla Kościoła anglikańskiego. Mówił o znaczeniu medytacji, ciszy, modlitwy, która jest bardzo ważna w życiu chrześcijańskiej wiary.

Był też obecny na Mszy św. z okazji 50-lecia otwarcia Soboru Watykańskiego II Patriarcha Bartłomiej z Konstantynopola. Wspominał, że 50 lat temu będąc studentem na Instytucie Orientalnym w Rzymie, prowadzonym przez jezuitów, poznał Księdza profesora Josefa Ratzingera. Po Mszy świętej – wszyscy członkowie Synodu i audytorzy, Prymas Anglii i Patriarcha oraz wielu innych – zostali zaproszeni przez Ojca św. Benedykta XVI na wspólny obiad, przygotowany dla 500 osób na auli Pawła VI, co tworzyło taką ludzką atmosferę, można było porozmawiać między sobą i z wieloma ciekawymi ludźmi, także z Ojcem świętym. To, co Boże, musi się także zakotwiczyć w tym, co ludzkie. Troska o rozwój człowieczeństwa, o ludzką naturę, o cechy naturalne, o kontakt, o kulturę bycia, o charakter – jest ogromnie ważna. Aby łaska i nadprzyrodzoność mogła się mocno zakorzenić, to musi być duchowo zdrowy, dobrze uporządkowany człowiek.

W Synodzie brali też udział przedstawiciele różnych grup, ruchów, wspólnot. Również mieli prawo zabierania głosu. Czas był wyliczony i ściśle tego przestrzegano. Po pięciu minutach mikrofon wyłączano i mów bracie do siebie. Przedstawiciele Ruchu Charyzmatycznego i różnych większych wspólnot byli z zainteresowaniem słuchani, i było to ciekawe doświadczenie. Zrobiłem wiele notatek, z których warto będzie kiedyś skorzystać, bo to był głęboki, świeży oddech Kościoła, miłości do Kościoła żywych ludzi i troski o to, co się dzieje w Kościele.

Po tym ogólnokościelnym oddechu przejdźmy do tematu spotkania, bo zdaję sobie sprawę, że mówię do ludzi, którzy czują w sercu pragnienie bycia z Kościołem, są zatroskani o Kościół i pragną pogłębiać wiarę razem z Kościołem, w szczególnym Roku Wiary, który przeżywamy. Od dawna trwa wysiłek, zmaganie Bożej łaski, działanie Ducha Świętego ze słabością człowieka i dobrze, że są ludzie, którzy opowiadają się po stronie Bożej, chcą być współpracownikami Ducha Świętego. Wiemy, że szczególny charyzmat w Kościele do kierowania i do odpowiedzialności za dzieło Boże założone przez Chrystusa, czyli za Kościół ma papież, wybrani przez Chrystusa apostołowie i ich następcy. Wielokrotnie odwoływano się i nadal będziemy się odwoływać do głosu obecnego papieża i do głosu Jana Pawła II.

Jan Paweł II w 30-tą rocznicę zatwierdzenia statutu Ruchu Odnowy w Duchu Świętym, w 2002 roku we Włoszech powiedział: Odnowa w Duchu Świętym może się uważać, że jest darem specjalnym Ducha Świętego dla Kościoła w naszych czasach, ponieważ ruch ten w świetle ewangelii doświadcza spotkania z Chrystusem, dzięki wierności modlitwie indywidualnej i wspólnotowej, poprzez wsłuchiwanie się w Słowo Boże, życie sakramentami, ale też poprzez odwagę znoszenia doświadczeń i nadziei w cierpieniach. Wszystkie te nowe powiewy Ducha Świętego w Kościele są nadzieją Kościoła – jak nasz papież wielokrotnie powtarzał, co i obecny papież mówi. Co prawda, niekiedy możemy się pytać, gdzie ta wiosna Kościoła, o której mówił Jan Paweł II, którą ruchy i wspólnoty zapowiadają, a tymczasem widzimy przyspieszony atak laicyzmu, sekularyzacji; to najlepszy dowód, że szatan zauważył, że coś się dzieje, on nie śpi, mobilizuje się. Ale my nie dlatego nową ewangelizację promujemy i podejmujemy, że widzimy działanie szatana, czy ataki sekularyzacji, ale dlatego, że Chrystus powiedział; Idźcie i nauczajcie wszystkie narody, głoście ewangelię, odpuszczajcie grzechy, nawracajcie; nie z innych racji ale z posłuszeństwa i miłości do Chrystusa podejmujemy ewangelizację. Chcemy wypełniać jego wolę, bo wiemy, że nie jesteśmy byle kim; jesteśmy Jego wybranymi dziećmi, Jego przyjaciółmi i członkami Jego Kościoła – dlatego chcemy być posłuszni, chcemy zjednoczyć naszą wolę z Jego wolą i realizować to zadanie, które nam na obecne, dzisiejsze czasy wyznacza; nie z obaw, ale z posłuszeństwa w miłości.

Mówiąc o posłuszeństwie Kościoła w relacji do Ducha Świętego można powiedzieć, że różnie się patrzy na posłuszeństwo, są różne jego rodzaje. Posłuszeństwo jest wykonaniem czyjejś woli. Czwarte przykazanie Boże mówi o szacunku dla rodziców i posłuszeństwie dzieci wobec rodziców, poszerzając dalej – także wobec władz w sprawach społecznych i porządkowych, mamy troszczyć się o wspólnotę, o dobro wspólne, z którego wszyscy korzystamy.

Rozmawiając z diakonami przed przyjęciem święceń, omawiam poszczególne śluby, które złożą; posłuszeństwa, czystości, modlitwy, wierności Kościołowi. W tych rozmowach często pytam, – jakie powinno być i czym jest dla ciebie posłuszeństwo. Kiedyś często słyszałem, że posłuszeństwo nie powinno być ślepe, ale to nie jest jego istotna cecha. W posłuszeństwie wiary chodzi zupełnie o co innego. Oczywiście, że żołnierz nie będzie dyskutował z tym, który wydaje polecenie, bo ma wykonać rozkaz. Nasze chrześcijańskie posłuszeństwo wiary nie na tym polega. Niekiedy rozkazu wydanego zewnętrznie np. dla znieważenia wiary albo przekreślenia prawa Bożego nie będziemy mogli wykonać i oddamy życie za to, że nie wykonamy. Nasze chrześcijańskie posłuszeństwo wiary, posłuszeństwo księdza, diakona czy zakonnicy – dzisiaj bywa mocno niekiedy dyskutowane. Mówi się, że tu chodzi o jakieś dialogiczne posłuszeństwo, po ustaleniu warunków – a to byłoby przecież zaprzeczenie posłuszeństwa. Na czym ma polegać nasze chrześcijańskie posłuszeństwo z wiary? Posłuszeństwo to ma być zjednoczeniem mojej woli z przełożonym, który wyraża wolę Kościoła, wolę Bożą. To jest jednoczenie mojej woli – ja chcę tak, jak mój przełożony chce, bo wiem, że w tym się kryje wola Boża, a ja chcę być jedno z moim Bogiem. A będę jedno z Bogiem w wykonywaniu polecenia przez to, że jestem posłuszny Kościołowi, bo wiem, że w ten sposób łączę się z Jezusem, który założył Kościół i dał mu Ducha Świętego. Do wypełnienia tej woli Duch Święty pomaga mi dlatego, że przyjmuję nawet trudną wolę Bożą. Czasem może zrodzić się jakieś zwątpienie, gdy przychodzi słabość, choroba, trudności – nasuwa się pytanie – starałem się służyć Panu Bogu, a On postawił mnie w takiej sytuacji; chętniej bym się uświęcał czy uświęcała w innych warunkach, może za granicą, albo w innych okolicznościach – w zdrowiu, w radości, w szczęściu. A tymczasem ja mam się uświęcać tu gdzie jestem, bo to mnie Bóg postawił w tej sytuacji.

Żeby odpowiedzieć sobie na pytanie, – jakie ma być moje posłuszeństwo, trzeba zobaczyć, jakie jest posłuszeństwo Chrystusa. Każdy chrześcijanin a zwłaszcza członek Ruchu Odnowy duchowości chrześcijańskiej dobrze, żeby pewne teksty Pisma świętego umiał na pamięć, bo one pomagają stworzyć myślową strukturę wiary. Znamy tekst z listu św. Pawła do Filipian (2, 6 – 11), gdzie jest mowa, że Chrystus istniejąc w postaci Bożej stał się posłuszny Ojcu aż do śmierci, a była to śmierć na krzyżu i dlatego Bóg wyniósł Go ponad wszelkie stworzenie. Posłuszny aż do śmierciogołaca siebie z Boga, staje się Bogiem – Człowiekiem, który przychodzi na ziemię, uniża się, stawszy się posłusznym aż do śmierci. To jest dla nas ideał posłuszeństwa – ja mam w swoim życiu być tak jak Chrystus. On już od dziecka ma świadomość misji mesjańskiej i Bożego synostwa; dwunastoletni Jezus w świątyni jest posłuszny Maryi i Józefowi, powie im, że pozostał w świątyni, bo miał wypełnić wolę Ojca, który chciał, żeby Jezus wyjaśniał sprawy wiary uczonym w Piśmie. On miał być w sprawach Ojca. To wydarzenie jest dowodem, że Jezus już jako chłopiec miał świadomość zbawczą, odkupieńczą, mimo, że jako dziecko był podporządkowany ziemskim rodzicom.

Wiele razy Pan Jezus dawał dowód wypełniania woli Ojca, choćby w Ogrójcu, pokazując, jak bardzo cierpiał. Jego męka jest kosztowna, – prosił – oddal ode mnie ten kielich, ale niech nie moja, ale Twoja wola się stanie. Warto pomyśleć o tym, jak wiele Chrystusowe posłuszeństwo Ojcu i wypełnienie Jego woli Go kosztowało. Jezus przychodzi wypełnić wolę Ojca, bo także Ojciec chce zbawienia każdego z nas. Jezus zjednoczony z Ojcem i Duchem Świętym chce naprawić ten porządek zbawienia, który zepsuł Adam i Ewa. On realizuje zbawczą wolę Trójcy Przenajświętszej i nas zaprasza, byśmy się w ten proces naprawy włączyli.

Bibliści dyskutują, na czym polegał grzech pierworodny, są różne teorie, że to chodziło o nieczystość w przekroczeniu prawa Bożego, inni mówią, że był to grzech pychy, ale na pewno był to grzech nieposłuszeństwa. Pierwsi rodzice woleli posłuchać szatana a nie posłuchali Pana Boga. Chcieli sprawdzić, przeegzaminować Pana Boga, czy On ma rację, dając takie czy inne polecenia. Wiemy, w jak okropny sposób zawiedli się, na czym i my cierpimy. Chrystus naprawił ten porządek. Dziś niejednokrotnie ludzie też szerzą indywidualizm w interpretacji Bożego prawa. Boże prawo mówi tak – a ja wiem lepiej i popełniają grzech nieposłuszeństwa i pychy, bo człowiek chce zastąpić Pana Boga w wytyczaniu dróg, które mają prowadzić do rozwoju i zbawienia człowieka. Dzisiaj szatan także nie zrezygnował z tego, żeby człowieka przez nieposłuszeństwo przeciągnąć na swoją stronę. Św. Paweł to zauważył i napisał w liście do Efezjan (6, 10 -12), że walczymy nie z ciałem, ale z władzami przeciwnymi Chrystusowi na tym świecie. W walkę o człowieka zaangażowane są moce ciemności. Trzeba mieć tego świadomość – wiedzieć, po której stronie mam się nieustannie opowiadać.

Znany niemiecki teolog – ekumenista Dietrich Boenhoffer mówił, że początek naszej miłości do Boga polega na zaufaniu do Boga i na posłuszeństwie Jego Słowu. To On ma rację a nie moje pomysły. Powinna być zachowana hierarchia – najpierw Słowo Boga i nasze posłuszeństwo Jemu. Posłuszeństwo w podjęciu zadań jest bardzo ważne, jeśli rozpoznamy wolę Bożą, nawet trudną, i jeśli za nią idziemy – stajemy się chrześcijanami, uczniami Chrystusa.

Znany charyzmatyk kardynał Suenens był mocno zaangażowany w odnowę soborową. Mówił, że odnowa w Duchu Świętym, czyli to, co próbujemy realizować w naszych wspólnotach – to lekcja realizmu chrześcijańskiego. Chrześcijanin powinien przeżywać realnie obecność Ducha Świętego, przeżyć głęboko odnowę chrztu w Duchu Świętym, żeby odczuł, że nie jest sam na swej drodze życiowej, ale jest zjednoczony z Duchem Świętym, który pozwala mu spotkać Chrystusa, aby zaczął myśleć tak jak Chrystus, i aby jego życie miało nowy sens żyjąc jak Chrystus. Dla mnie żyć to Chrystus – powie św. Paweł, ale może to powiedzieć każdy chrześcijanin, to jest prawdziwy realizm chrześcijaństwa – żyć, myśleć, postępować tak jak Chrystus. Czuć w sobie to, co w Jezusie Chrystusie, co Chrystus odczuwa we mnie. W ten sposób trzeba patrzeć na wszystko, także na nasze chrześcijańskie zaangażowanie. Tu chodzi nie tylko o przeżycia uczuciowe, modlitewne, one mają do czegoś głębszego prowadzić, jeśli nie prowadzą, to są zmarnowaniem czasu.

Jeden ze znanych filozofów Kierkegaard mówił, że dobra modlitwa nie polega na tym, że Pan Bóg mnie wysłuchuje, że nastąpił znak – cud czy nadzwyczajna łaska, co jest możliwe, ale modlitwa dobra to ta, która obudziła we mnie pragnienie, by żyć inaczej, tak jak Bóg chce, która sprawia, że we mnie budzi się sumienie.

Cały problem kryzysu wiary w dzisiejszym świecie polega na tym, że ludzie odłączyli życie od wiary. Niby na modlitwie chcą słuchać Pana Boga, ale później tego posłuszeństwa nie chcą wykonywać w życiu. Chcemy sami w swej pysze układać życie według swojego porządku. Potrzebne jest posłuszeństwo prawu Bożemu na co dzień. Jeżeli na modlitwie zaczynam odczuwać, że jest coś w moim życiu nie w porządku – to taka modlitwa jest prawdziwa i przynosi skutek. Ona zaczyna mnie zmieniać, staję się bliższy Boga już przez samo pragnienie, które realizowane poprowadzi do dalszego rozwoju.

W Polsce ponad 90% deklaruje się być katolikami, a rozwodów i rozbitych małżeństw ciągle przybywa. W niedzielę na Mszy świętej coraz mniej ludzi; starsi stracili odwagę i chęć zachęcania młodych, dziecko zaczyna rządzić rodzicami, coś w poczuciu odpowiedzialności się psuje i to jest zjawisko choroby w wierze spotykane na całym świecie. Szwankują też inne wrażliwości moralne, choćby zjawisko antykoncepcji, współżycie małżeńskie przed ślubem, bez ślubu, bez żadnych zobowiązań, bo nie wiemy jak to będzie. Nie istnieje miłość na próbę, bo albo ona jest i chcę ją rozwijać w nieskończoność, albo ulegam egoizmowi i jestem nie w porządku wobec sumienia, wobec drugiego człowieka a najgorzej – wobec dzieci. To jest wielki powszechny problem; chore myślenie rodzi chore czyny. W krajach chrześcijańskich są jeszcze oznaki wiary, ale niestety – coraz częściej ludzie układają własne życie poza Panem Bogiem. Jeszcze dziś Polska się broni przed małżeństwami jednopłciowymi, homoseksualizmem, ale niedawno jeszcze broniła się Ameryka, a dziś już ponad 50% rodziców pozostawia dzieciom wolność wyboru, niech decydują sami, w jaki związek chcą wchodzić. Ale to Bóg zdecydował, jaki ma być porządek w naturze. To nie znaczy, że degradujemy człowieka o innych skłonnościach, ale człowiek jest wielki nie wtedy, gdy ulega słabościom, ale kiedy pracuje nad sobą i dociąga do tego, co Bóg mu wyznaczył. Niech czuje w sobie to, co i w Jezusie Chrystusie – naszym Panu. Dramatem jest, że moralność chce się subiektywizować, uważa się, że to wyłącznie prywatna sprawa jednostki. Bóg już wcześniej wyznaczył cel życia i wpisał w moje serce zasadę, co jest dobre i co złe. Każdy człowiek je rozróżnia, chyba że ma chore sumienie, niekiedy może być nawet „epidemia” w chorym myśleniu moralnym. Znamy fakty epidemii w dawnych czasach, kiedy całe miasta zapadały na jakąś chorobę, ale to nie znaczy, że chorobę można uznać za normalność, skoro całe miasta czy wioski wymierały. Może podobnie się wydarzyć z chorobą współczesnej moralności. Przed epidemią niemoralności trzeba się bronić, nawet, jeśli ty jeden w rodzinie będziesz mieć rację, szanując dzień Pański i powinieneś przypominać o obowiązku Mszy św., bronić kultury słowa, mieć szacunek do Słowa Bożego, uczyć szacunku do starszych, pomagać ludziom, kochać bliźniego, wrogom przebaczyć. Mimo, że wszyscy będą kombinować – ty będziesz mieć rację będąc uczciwym w wynagradzaniu za pracę i uczciwie wykonując swoje zadania. Pamiętam też, że czystość przed małżeństwem i w małżeństwie obowiązuje każdego człowieka, że mówienie prawdy w małych i wielkich sprawach jest obowiązkiem. Jeśli tej prawdy nie możesz do końca wyjawić, trzeba wprost powiedzieć – proszę mnie o to nie pytać. Posługiwać się w delikatny sposób zawsze prawdą a nie kłamstwem. Anarchiczny indywidualizm zaczyna się wewnątrz, we mnie, kiedy brak posłuszeństwa Duchowi Świętemu próbuję zastąpić egoistyczną oceną – ja wiem lepiej, co jest dobre.

W Ameryce przeprowadzono ankietę na temat ofiarności na Kościół. To i do nas się może odnosić, – jaka jest moja troska o Kościół. Jaka jest moja ofiarność na misje, na wychowanie młodych kleryków, księży, zakonników, czy zakonnic – zwłaszcza kontemplacyjnych – czy ja o nich pamiętam?. Pomagamy tym ludziom, ale czy mam to poczucie odpowiedzialności za Kościół?. Wspomniana ankieta pokazała, że Mormoni dają 6,2% swoich dochodów rocznych na cele religijne swojej wspólnoty, baptyści 2,9%, luteranie 1,3% a katolicy 1,2%, najmniej, i musieli pozamykać wiele szkół katolickich, bo spadła ofiarność. To jest jakiś znak; wiara musi łączyć się z czynami, także umiejętnością dzielenia się wiedzą, zdolnościami oraz owocami swojej pracy.

Czy nasza wiara jest w każdym punkcie taka, jaką by chciał Chrystus by ona była?. Trzeba zapytać – czy ja naprawdę mocno wierzę w obecność Chrystusa w Najśw. Sakramencie, czy uznaję wszystkie prawdy wiary za słuszne? Ważne jest, byśmy umieli sobie pomagać w uwierzeniu Bogu oraz pomagać żyć tak jak Chrystus naucza i tak jak uczy wiara?

Najważniejszym wyzwaniem dla Kościoła nie jest to, co znajduje się na zewnątrz; największym niebezpieczeństwem nie jest też to, że nas krytykują, że niektóre środowiska czy media szerzą antyklerykalizm, promują ataki, oskarżenia, nie jest nawet szerzona kultura antychrześcijańska, ale to co jest wewnątrz, co jest w nas; w naszych sercach bo to jest w Kościele, wewnątrz.

Skłócenie partyjne jest nieszczęściem dla Polski. Widać jak bardzo złym ludziom zależy, żeby podzielić Polaków. Choćby przykład tych makabrycznych fotografii, które ostatnio pokazano. Podobnie w Kościele groźne są głosy zachęty: – rób jak uważasz, po co słuchać papieża, biskupów czy starych zasad – łatwiejszą drogę podpowiada fałszywy prorok. Tu jest widoczne, jak ważne jest posłuszeństwo. Żaden charyzmat nie kłóci się z hierarchią, bo jest dany dla dobra całego Kościoła. Charyzmat jednoczy, papież i biskupi mają charyzmat jedności w Kościele, konieczny do tego, żeby i twój charyzmat zafunkcjonował w organizmie Kościoła. To jest bardzo ważne.

Czasami pod pozorem gorliwości powstają różne grupy, żeby pokazać – my jesteśmy lepsi. Na przykład grupa domagająca się koronacji Chrystusa na Króla Polski. Kto nie uznaje ich poglądów, staje się wrogiem nieprzejednanym. A za taką postawą kryje się nieposłuszeństwo i interes różnych grup także politycznych. Niejednokrotnie są tacy, którzy powołują się na swoje prywatne objawienia i domagają się, żeby iść za ich poleceniami, które rzekomo Pan Jezus przekazał. Mówią, że z Siostrą Faustyną też Pan Jezus rozmawiał, ale jest jedna zasadnicza różnica, że Siostra Faustyna pisała dziennik z posłuszeństwa spowiednikowi, i nikt do jej śmierci nie wiedział o dzienniczku. Natomiast wizjoner, który twierdzi, że widział biskupa w piekle jest fałszywym prorokiem. Nikt przez dwa tysiące lat, nie powiedział, że widział kogoś w piekle, nawet Pan Jezus nikomu nie zamknął drogi do nawrócenia i zbawienia, nawet w ostatnim momencie. Kościół nie chce nikogo odrzucać. Zauważmy, od ilu lat trwają objawienia w Medjugorie i Kościół wyznacza kolejne komisje, nie chce zgasić płomyka, z pokorą rozeznaje dzieło, powstrzymuje od egzaltacji czy organizowania pielgrzymek, ale niczego nie przekreśla, niech okaże się dobry owoc prawdy, niech czas sprawdzi, bo niekiedy ludzie nawet przy dobrej woli mogą ulegać złudzeniom. Kościół chce wyjaśnić, a nie zgasić czy zakryć prawdę, dlatego to zaufanie do Kościoła jest bardzo ważne. Jeśli w naszej wierze opieramy się na Chrystusie, to opieramy się dzięki temu, że stróżem wiary jest Kościół, któremu, jesteśmy posłuszni i wtedy idziemy bezpieczną drogą budowania, może niekiedy wolniejszego, ale mocniejszego przez cierpienie czekania, co całą budowlę czyni mocniejszą.

Nową ewangelizację, o której dzisiaj tyle się mówi trzeba zacząć od własnego nawrócenia w nadziei także nawrócenia powszechnego. Ważne jest osobiste zaangażowanie każdego osobno, ale i troska i praca ruchu wspólnoty, w którym jesteśmy. Ruchy duchowości i wspólnoty są odpowiedzią Ducha Świętego na trudne wyzwania naszych czasów. Każdy ruch niech się podda rozeznaniu Kościoła – mówił Ojciec święty Jan Paweł II na spotkaniu z przedstawicielami Ruchów w 1988 roku w Zielone Święta; Żaden ruch niech się nie dyspensuje od podporządkowania pasterzom Kościoła. Tylko w jedności z Kościołem, którego Chrystus jest Głową, my członkami a duszą Duch Święty, który nas ożywia, jest możliwy zdrowy rozwój. Nasze posłuszeństwo zjednoczone z wolą Bożą wyda owoc.

Kościół powszechny jest bardzo otwarty na działanie Ducha Świętego, ale niekiedy mogą się pojawić problemy w lokalnych wspólnotach; np. ksiądz proboszcz boi się nowości. Trzeba powoli go pozyskiwać, przekonywać i pokazać owoce. Przed kilkunastu laty próbowaliśmy wprowadzić Akcję Katolicką; początkowo było wiele oporów, niechęci, że znowu coś nowego wymyślono, a teraz coraz częściej od księży słyszę, że na tych ludzi można liczyć, że są wielką pomocą; trzeba, żeby wspólnota sama pokazała, że jest potrzebna, że przynosi owoc, że ich życie odpowiada wierze, że miłość przejawia się i w modlitwie i w adoracji Najśw. Sakramentu i w pomocy Kościołowi, drugiemu człowiekowi i że promieniuje także cierpliwością w trudnościach. Dlatego ceńmy sobie to wezwanie i powołanie do jedności w Duchu Świętym i bliskości z Chrystusem.

Jeden z prawosławnych metropolitów podczas Soboru Watykańskiego II podzielił się swoją refleksją o Duchu Świętym. Zacytuję na koniec jego wypowiedź: Bez Ducha Świętego Bóg jest daleko, Chrystus pozostaje w historii, ewangelia jest martwą literą, Kościół organizacją, autorytet kwestią dominacji, misja – propagandą, liturgia – przywoływaniem duchów, chrześcijańskie życie niewolniczą wolnością, lecz w Duchu Świętym kosmos zmartwychwstaje i jęczy bólami rodzenia dla Królestwa. Powstały Chrystus jest tutaj, ewangelia jest siłą życia, Kościół ukazuje życie Trójcy Świętej, autorytet jest uwalniającą służbą, misja – zesłaniem Ducha Świętego, liturgia zarówno upamiętnieniem jak i oczekiwaniem, ludzkie działanie jest ubóstwione i każdemu dostaje się objaw Ducha Świętego dla pożytku, a Duch Święty udziela każdemu jak chce, On sam udziela się, ale trzeba Go o to prosić.

Możliwość komentowania jest wyłączona.